Wstawszy pasterz bardzo rano

Wstawszy pasterz bardzo rano,
wyszedł z budki, wlazł na siano,
boć go czczyca zdejmowała,
jaka przedtym nie bywała.

Czeka długo, czeka mało,
co się w polu będzie działo.
Strach go zewsząd obejmuje,
bo śpiewanie z nieba czuje.

Porwawszy się, poszedł w pole,
szukając tam w onym dole,
skąd się światło podawało,
jakie przedtym nie bywało.

A tak sobie przechadzając,
z podziwieniem rozmyślając,
pojrzy wzgórę, aż anieli
pod niebiosy są weseli.

Pokój w ziemi ogłaszają,
chwalę Bogu powtarzają,
że zbawienie oglądało
pożądane wszelkie ciało.

Poszedł prędko z tej doliny
i od bydła do drużyny,
chcąc oznajmić, co się zstało
po północy, nim świtało.

Usłyszy ich z aniołami
krzycząc w polu pod niebami,
bieżał do nich już weselszy:
\"Azaście tu, najmilejszy?

Braciszkowie moi mili,
nie miałem ci takiej chwili,
jaka się tej nocy zstała,
z czego ziemia radość brała.

Panna Syna cudownego
porodziła niebieskiego.
Róża piękna i Lilija
Zbawiciela nam powija.\"

Dziś pasterze wykrzykają,
piękne głosy wydawają,
grają w dudki i multanki,
drudzy czynią wywijanki.

Na kolanach osieł z wołem
klęczy przed Nim, a my kołem
i z muzyką, i z pieśniami,
z aniołami, z pastuszkami

uderzajmy czołem śmiele,
w człowieczym Go widząc ciele,
żeby przyjął nas do siebie,
a po śmierci stawił w niebie.